OKIEM DIETETYKA

Na tą historie sukcesu czekałam z zapartym tchem. Już po kilku tygodniach współpracy, wiedziałam, że w Pani Kindze jest ogromny potencjał. Efekty, tego co w trójkę wypracowaliśmy prezentuję z ogromną dumą i radością.

Poznałyśmy się w pod koniec lipca 2018, z pierwszej wizyty pamiętam pogodne usposobienie i realną chęć zmiany u Pani Kingi. Pacjentka i jej nastawienie okazały się wspaniałym „materiałem” do współpracy. Dieta redukcyjna z założenia miała być bardzo prosta i możliwa do realizacji przy studiach i pracy. Taka wiec była. Szybkie, łatwe 4 dania w ciągu dnia. Co 4 godziny każdy, bez głodu i zastanawiania się gdzie kupić składniki. Wszystko zbilansowane pod odpowiednią kaloryczność. Z czasem Pani Kinga nabrała takiej wprawy, że kolejne jadłospisy były już coraz bardziej wymyślne, dzięki temu można było poznać nowe smaki. Najbardziej smakowała wygrana walka, niekiedy walka z samą sobą.

Gdy dieta weszła już w nawyk, Pani Kinga postanowiła działać dalej i zacząć więcej się ruszać. Jak się ruszać, to tylko z głową, a jak z głową to z Kacprem Zmarzilińskim, jednym z najlepszych trenerów jakich znam. Po kilku tygodniach redukcji ćwiczenia fizyczne są świetnym rozwiązaniem, według mnie znacznie lepszym w przypadku osób które do tej pory niewiele robiły w tym temacie. Niższa masa ciała ułatwia wykonywanie ćwiczeń, nie obciąża nadmiernie stawów i daje poczucie kontroli nad wszystkimi zmianami jakie zachodzą w tym czasie w naszym ciele.

Prawie 30kg przez rok, z czego prawie 20kg mniej smaej tkanki tłuszczowej! Czy to dużo? Bardzo, choć miarą sukcesu dietetyka nie jest liczba straconych kilogramów, ale zdrowie i satysfakcja pacjenta. Zadam wiec pytanie? Czy 30kg to dużo! Ogromnie dużo bo widzę jaka zmiana dokonała się w Pani Kindze. Piękna, młoda, zdeterminowana i sportowa dziewczyna. Rok zmian. Czy to dużo? Czym jest 12 miesięcy w kontekście dalszego życia z wymarzoną wagą i w zdrowiu i pewnością siebie:)

Ogromne gratulacje i słowa uznania Pani Kingo. Świetna zmiana. Życzę dalszych sukcesów, z resztą, z Pani podejściem jest Pani na nie skazana!

OKIEM TRENERA

Pierwszy raz spotkałem się z Kingą gdy umówiliśmy się na trening wprowadzający. Zawsze rozpoczynam współpracę z moim podopiecznym przeprowadzając trening sprawdzający jego formę. Podczas treningu weryfikuję poziom kondycji, przeprowadzam testy sprawnościowe oraz poprzez wnikliwą rozmowę dowiaduję się najistotniejszych rzeczy o stylu życia podopiecznego.

Kinga przychodząc do mnie była bardzo zdeterminowana. Wiedziałem wcześniej, że z Eweliną zrobiła bardzo duży krok do przodu i dzięki diecie jej waga cały czas spadała – była na dobrej drodze, aby osiągnąć swój cel. Bardzo zaskoczyła mnie swoją sprawnością, a szczególnie mobilnością stawów i dobrym poziomem rozciągnięcia. Głównym elementem, na który musieliśmy poświecić więcej uwagi było wyeliminowania wad postawy, które uniemożliwiały wykonywanie wielu trudniejszych i najskuteczniejszych ćwiczeń. Chodziło tutaj o prawidłowe ułożenie stóp i kolan oraz poprawę stabilności całego ciała.

Z treningu na trening było coraz lepiej, lecz nie było łatwo. Bywało, że Kindze robiło się bardzo słabo i musieliśmy (jeden raz!) ratować ją ‘batonem energetycznym i izotonikiem’. Słabości i podobne odczucia pojawiają się w momencie adaptacji organizmu do większego wysiłku, a Kinga nigdy wcześniej tak mocno nie trenowała. Była dzielna i szybko przetrwała najtrudniejszy etap.

Kinga osiągnęła swój cel determinacją i chęcią stania się lepszą wersją siebie. Nawet w wigilię trzymała dietę… to mówi samo za siebie.